NetDocprzypadki

Pański monitoring pokazuje zero zagrożeń. Skąd Pan wie, że patrzy?

Panel z napisem „brak zagrożeń” wygląda identycznie wtedy, gdy naprawdę nic się nie dzieje, i wtedy, gdy system nie ma czym patrzeć.

Sprawdziliśmy to na własnym sprzęcie, w jeden dzień. Wyszło gorzej, niż zakładaliśmy: trzy nasze przyrządy milczały jednocześnie i każdy z trzech innego powodu.

Po tym badaniu dokładamy do naszego monitoringu niezależny czujnik, który słucha powietrza i nie pyta kontrolera o zdanie.

Pierwszy nie miał czym słuchać

Kontroler pokazywał: zero obcych sieci w okolicy. Brzmi dobrze — dopóki nie sprawdziliśmy, ile ma podłączonych anten. Zero.

Urządzenie bez anteny nie usłyszy niczego i zawsze pokaże zero. To nie był raport o tym, co się dzieje w powietrzu. To był raport o samym urządzeniu.

Drugi słuchał uważnie pustego miejsca

Druga karta nasłuchiwała części pasma, w której przez cały dzień nikt nie nadawał. Też zero.

Tylko że to zero mogło znaczyć trzy rzeczy: że karta jest zepsuta, że ma zablokowany dostęp do tych częstotliwości, albo że faktycznie nikogo tam nie było. Patrząc na sam wynik, nie da się tego rozstrzygnąć. Uruchomiliśmy więc własny nadajnik w tym miejscu pasma — karta usłyszała go natychmiast. Dopiero wtedy wiedzieliśmy, że milczała, bo było cicho, a nie bo oślepła.

Bez takiej próby można mieć martwy czujnik przez wiele miesięcy i nie wiedzieć o tym.

Trzeci przeoczył prawdziwy atak

Odłączyliśmy własnego laptopa od sieci sześć razy pod rząd, z obcego urządzenia. Nasz system nie zgłosił tego ani razu — choć patrzył dokładnie tam, gdzie trzeba, i był włączony.

Powód jest prosty i niewygodny: ten detektor jest ustawiony na atak głośny, czyli setki prób w krótkim czasie. Sześć spokojnych prób to dla niego normalna praca sieci. Kto rozłącza Pańskich ludzi po jednym, przechodzi niezauważony. Znamy tę lukę, bo ją zmierzyliśmy, i wolimy ją podać, niż czekać, aż ktoś znajdzie ją sam.

Krótko

Tylko jedno z tych trzech milczeń znaczyło „jest czysto”. Pozostałe dwa były zdaniami o przyrządach, nie o sieci.

Po czym Pan pozna, że u siebie ma ten sam problem

Nie trzeba do tego niczego kupować ani nikogo wzywać. Wystarczą trzy pytania do osoby, która opiekuje się Pańską siecią.

Dwie rzeczy, które nas samych zaskoczyły

Sieć bez nazwy nie jest ukryta

Wyłączenie rozgłaszania nazwy sieci to popularna „ochrona”. Postawiliśmy taką sieć i podłączyliśmy do niej laptopa. Nazwa wypłynęła w powietrze w ciągu minuty — i to nie punkt dostępowy ją wydał, a sam laptop.

Urządzenie, które raz zapisało taką sieć, woła ją po nazwie wszędzie, gdzie potem trafi. Ukrycie nazwy chroni więc tylko przed kimś, kto patrzy wyłącznie na to, co sieci same o sobie ogłaszają.

To, co działa, działa szybko

Obce urządzenie zaczęło udawać naszą sieć — alarm przyszedł po siedmiu sekundach. Zdjęcie szyfrowania z sieci, czyli klasyczny krok przed podsłuchem, wykryliśmy w niespełna sześć. Te dwie rzeczy działają i mamy na to pomiar.

Krótko

Cisza na panelu to dopiero pytanie, nie odpowiedź. Warto wiedzieć, czy pochodzi z tego, że nic się nie dzieje, czy z tego, że nikt nie patrzy.

Jeśli chcą Państwo sprawdzić to sami

Pomiar wykonaliśmy 18 września 2026 na własnym sprzęcie i własnych sieciach. Pełny zapis — z godzinami, liczbami i trzema naszymi pomyłkami — trzymamy u siebie. Jeśli interesuje Państwa strona techniczna albo chcą Państwo sprawdzić te same rzeczy u siebie, prosimy o wiadomość. Można też wrócić do pozostałych przypadków albo zacząć od instrukcji i sprawdzić kilka rzeczy samodzielnie.